Reprezentacja Włoch okazała się lepszym zesepołem wygrywając we Wrocławiu 2:0. Biało-czerwoni aż tak źle nie zagrali. Z dopingiem kibiców "Gdzie jest Orzeł?!" kadra Polski bardzo dobrze stwarzała akcję. Była nadzieja, iż strzelimy pierwszą bramkę. No, ale we włoskiej reprezentacji mają jednego snajpera, czyli Balotelliego. Włosi mało uczestniczyli pod naszą bramką...Zaskoczeniem był strzał z 30 metrów, który dał rezultat 1:0 dla Italii. Dalej graliśmy lepiej. Później nasze tempo się zmniejszyło. Włosi bardzo cofnęli się i grali tyłem, by utrzymać się przy piłce. Piłkarze Prandelliego grali nudno. Mieli trochę szczęścia. W drugiej połowie częściej przy piłce była reprezentacja Włoch. No i tak się złożyło. Kolejne błędy środkowych obrońców. W 60 minucie z kontry po zagapieniu się przez Arka Głowackiego skorzystał Pazzini. Trafił zmieniając wynik na 2:0. Nasza reprezentacja przyłożyła się bardziej do pracy. Coraz lepszy pressing był. Włosi się gubili. Atakowaliśmy, stwarzaliśmy akcję...i się opłaciło, bo został wywalczony rzut karny. Niestety, ale tego karnego nie wykorzystaliśmy po nieudanym wykonaniu przez Jakuba Błaszczykowskiego. A była nadzieja na wyrównanie pod koniec meczu. Jednak Franciszek Smuda musi przemyśleć nad mankamentami w tej drużynie narodowej. Duży plus w tym spotkaniu był pressing, stwarzanie akcji. Zatem minusem są niezbyt dobre wykończenia, błędy w obronie, czasami szybkie straty.